Dogmatic Life
Najbardziej życiowy blog jaki znasz...
That's me
Just me
poniedziałek, 19 lutego 2018
Brak czasu.....
Już kilka dobrych lat mineło od mojego ostatniego wpisu. Obiecalem pisac wiecej ale nie bylo na to czasu jak tez chęci., Człowiek sie zmienia i z umysłu nastolatka zmienia sie na rozum człowieka dorozłego. Człowiek dorozły (skoro może kupic alkohol) zmienia sie w umysł tatuśka jeśli strzał zamiast pójść w trawę/gumkę/ręcnik wyląduje w ciepłym gniazdku i spotka jajeczko, No cóż taka kolej rzeczy niejednej osobie sie przytrafiła. Na tym etapie nie każdy umysł potrafi wyewoluować do umysłu tatuśka, najczęściej zaczyna się walka o zatrzymanie umykajacego czasu siłownią, komputerem itp itd czyli pasjami z którymi mamy do czynienia za kawalera. Jednakże czas trafiajający nas między oczy powinien trafić również w sumienie i pozwolić zrozumieć że każdy nawet najmniejszy nasz ruch powoduje określoną reakcję. Wiążąc się z kobietą, któa daje Ci siebie i dziecko i radość z bycia tatą wydaje mi się że każdy z nas powinien dać też cząstkę siebie tj wsparcie. Nie piszę tu o pantofelstwie ale dojrzałym rodzicu który ponosi pełną odpowiedzialność za to co stworzył i wychował.( wyruchał). Ach co za słownictwo ..hmm.. mój blog i moje słownictwo. Nieraz spotkałem sie z przetostem dzieciństwa gdzie kobieta była niczym krzyżówka wielbłąda i kozy.... zajechana i garbata. Od nadmiaru zajęć. Pewnie ktoś powie" a co mam porzucić hobby i pasję by zajmować sie domem"? Nie .. odstawić pa półkę póki czas będzie odpowiedni by do niej wrócić. Tyle w przesłaniu. Czas pokazuje jak bardzo sie zmieniamy i jak nas życie doświadcza i wierzcie mi czytelnicy tego bloga że nie jestem idealny. Jedno wiem...bycie mężem/Tatusiem/Kochankiem zobowiązuje do czegoś więcej niż tylko "wyżej dupe". tyle w tym temacie....
czwartek, 22 stycznia 2015
Kolejny rok
Kolejny rok....
To wspaniałe uczucie kiedy siadasz do komputera i na nowo odkrywasz to o czym myślałeś latka temu. Tak tak, kolejny rok. 2014 przeminął jak z bicza strzelił . Tak tak ukrzyżujcie mnie drodzy czytelnicy bloga za tak długą nieobecność, niemniej jednak była ona uzasadniona. Narodził mi się syn jak już pewnie wiecie z FB - wspaniałego szpiegowskiego tworu Pana Zuckerberga. Oj sporo zdjęć zamieściłem pomiędzy zmianą jednej pieluchy a drugiej. Faktem jest że radość z tego wypełnia mi życie i mimo że niejednokrotnie jest ciężko i "ręce opadają" zawsze mogę się z "Maksymalnym" pobawić lub powygłupiać i naładować sobie baterie na erszte dnia.
W człowieku zachodzi zmiana w momencie narodzin drugiego dziecka a szczególnie jeśli te narodziny obkupione zostają łzami trwogi i szczęścia. Przemiana nastąpiła i nie wiem co w tej mojej zrytej bani się jeszcze narodzi ale już chcę być w tym czasie gdzie małego Maksa będę uczył o świecie który poznał jego Tatuś. Pięknym , dobrym i czasem przebiegłym co jest naturalną rzeczą przy wielomiliardowej odmienności ludzkich charakterów. Jestem Ojcem i to takim w pełni mam syna i córkę... Wracając do tematu 2014 roku. Obfitował on w bezmiar lenistwa i oczywiście w zmianę pracodawcy o czym już uprzedzałem na FB ( ech ten Zuckerberg). Pracuję teraz dla Magny i osiągnąłem w swoim zawodzie chyba wszystko co mogłem osiągnąć. Pora na rozwój. Na tę chwilę myślę w co uderzyć ale pewnie w przeciągu kilku miesięcy coś się w tym umyśle wykluje. Tyle na tę chwilę i będę musiał zacząć używać tej klawiatury częściej bo widzę że mój blog się starzeje ( jakiś remont czy też malowanko by sie przydało) :) Serdecznie pozdrawiam czytelników. Roberto
To wspaniałe uczucie kiedy siadasz do komputera i na nowo odkrywasz to o czym myślałeś latka temu. Tak tak, kolejny rok. 2014 przeminął jak z bicza strzelił . Tak tak ukrzyżujcie mnie drodzy czytelnicy bloga za tak długą nieobecność, niemniej jednak była ona uzasadniona. Narodził mi się syn jak już pewnie wiecie z FB - wspaniałego szpiegowskiego tworu Pana Zuckerberga. Oj sporo zdjęć zamieściłem pomiędzy zmianą jednej pieluchy a drugiej. Faktem jest że radość z tego wypełnia mi życie i mimo że niejednokrotnie jest ciężko i "ręce opadają" zawsze mogę się z "Maksymalnym" pobawić lub powygłupiać i naładować sobie baterie na erszte dnia.
W człowieku zachodzi zmiana w momencie narodzin drugiego dziecka a szczególnie jeśli te narodziny obkupione zostają łzami trwogi i szczęścia. Przemiana nastąpiła i nie wiem co w tej mojej zrytej bani się jeszcze narodzi ale już chcę być w tym czasie gdzie małego Maksa będę uczył o świecie który poznał jego Tatuś. Pięknym , dobrym i czasem przebiegłym co jest naturalną rzeczą przy wielomiliardowej odmienności ludzkich charakterów. Jestem Ojcem i to takim w pełni mam syna i córkę... Wracając do tematu 2014 roku. Obfitował on w bezmiar lenistwa i oczywiście w zmianę pracodawcy o czym już uprzedzałem na FB ( ech ten Zuckerberg). Pracuję teraz dla Magny i osiągnąłem w swoim zawodzie chyba wszystko co mogłem osiągnąć. Pora na rozwój. Na tę chwilę myślę w co uderzyć ale pewnie w przeciągu kilku miesięcy coś się w tym umyśle wykluje. Tyle na tę chwilę i będę musiał zacząć używać tej klawiatury częściej bo widzę że mój blog się starzeje ( jakiś remont czy też malowanko by sie przydało) :) Serdecznie pozdrawiam czytelników. Roberto
niedziela, 18 sierpnia 2013
Czas mija...... spływa po nas jak niewidzialna rzeka, próbując go zatrzymać robimy rzeczy które chcieliśmy zawsze zrobić, stanąć na krawędzi zamknąć oczy i poczuć tę chwilę gdzie czas się zatrzymuje a nasz mózg zapisuje doznania w tempie tak zawrotnym że gdyby zacząć biec w tym tempie stanęło by się w sekundę na krawędzi drogi mlecznej. Bryza na twarzy, delikatny chłodzik od morza i ta świadomość że po tej chwili zatrzymanego czasu trzeba włączyć rozsądek i cofnąć się o krok. Zawsze chciałem skoczyć ze spadochronem ;) Takim co na 100% sie otworzy bym mógł łapać takie chwile jak najczęściej. Jestem jeszcze młody, duchem jak też ciałem. Za kilkanaście lat będę tylko młody duchem ale i to jest dobre i wystarczy by zatrzymać się na chwilę i dać odetchnąć sobie w natłoku codzienności...
sobota, 13 lipca 2013
Ludzie którzy wpłynęli na moje życie...
...Długo myślałem zanim napisałem tego posta...nie jest łatwo przytoczyć wszystkich. Każdy ma w swoim życiu osoby , które uczą, kierują i kopią niemiłosiernie po to by stało się twardym a nie miękkim. Najważniejszymi osobami dla większości z nas są rodzice, Dziadkowie. To rodzice uczą nas co jest w życiu dobre a co złe, to oni wskazują drogę i schematy zachowań , które przydają się później w życiu.To oni byli moimi pierwszymi drogowskazami. Siostra z którą mimo że się tłukłem to wniosła mi do życia wraz z Moskwiczem Dżem , Republikę i Guns And Roses.oraz muzę iście rockowa bez której kto wie mógłbym przypadkowo zostać techno-mułem Chwała im za to....później po szkołach zaczęło się trochę inne życie, co prawda kawalerskie ale inne. ...Bloki, nasze kochane bloki. Miejsce w którym się wychowałem i gdzie niejedno zdarłem kolano. Ta cała masa Kolegów i koleżanek, przyjaciół przyjaciółek.Te mecze, siatki , kosza, nogi...heh piękne czasy. Wspaniałe wspomnienia. Roman, z którym niejedną imprezę się przeżyło, Roberto , Bromski ,Paweł, Buda, Geniu bez nich nie było by kosza, piłki i innych "baletów". Wspaniali przyjaciele Cinek vel Gruby, Radek vel Cabanek, Marcin Vel Wolwo, Michał vel Gumiś, Paweł vel Mucha :) Dzięki wam ludziska poznałem co to znaczy paczka. To zajefajne jak człowiek idąc przez życie poznaje różnych ludzi , którzy tyle do życia wnoszą i kształtują w pewien sposób to kim będziemy i jak będziemy reagować w różnych sytuacjach. Nie jest łatwo ale te wszystkie Dziewczyny, które poznałem i które to pomimo łamania serca sprawiły tak naprawdę że ono stwardniało i rozum nabrał kształtów. Nie wymienię ich imion z wiadomych przyczyn. Dziękuję że są na świecie tacy ludzie jak Krzysiek brat jednej z nich , który to wiele mądrości wniósł do mojej jakże wtedy nierozsądnej głowy. Szkoła nie tylko uczy ale i wychowuje i wychodzi się po niej na ludzi, a bynajmniej wychodziło. Pani prof. Irena , która swoją determinacją i sposobem tłumaczenia obudziła chęć nauki i dzięki temu mam zawód jaki mam. Przegoniła lenia i przywołała pracusia. Dzięki Pani Prof od Rysunku u której strzałka linii wymiarowej musiała być taka a nie inna i niejednokrotnie 10 razy rysowałem ten sam rysunek. Później był błysk, przebłysk świadomości i nastał czas Moniki mojego światła przewodniego które to wraz ze mną zdecydowało o założeniu rodziny. Oboje rodziców zarówno moich jak też żonki. I oczywiście Ksiądz Ryszard, który pozwolił mi znów uwierzyć w to że bóg jest wszędzie i przywrócił wiarę w ludzi. Gdybym miał wyliczać ludzi w moich pracach to dwie strony A4 to mało . Formet miejsce gdzie z bezładnej masy wyszedł ślusarz , makrum gdzie z ślusarza powstał brygadzista monter. Tyco gdzie z operatora automatów powstał ustawiacz i elektryk jednocześnie. Póżniej Tyco i brygadzista na ślusarni... oczywiście i Sermo gdzie Piotr nauczył mnie co znaczy słowo umieć osełkować i polerować i spokój i spokój i spokój.heheh. Miło wspominam. A co do Anglii to Mareczek, który przygarnął zbłąkaną duszę i pokierował w poczynaniach bym kierował się logiką i rozumem, bo whiskey nauczy tylko śpiewać i nic poza tym. Wiem że to nie wszyscy ale kurka by opisać wszystkich to musiałbym założyć kolejnego bloga i każdy wpis byłby o kimś innym Jeśli kogoś pominąłem to przepraszam i wnioskuję odezwać się w komentarzach a dopiszę :)
Szczęście
Czym jest szczęście. Jadąc ostatnio z pracy, a właściwie stojąc w korku gdyż dość często autostrada którą wracam zapycha się na długi czas, poświęciłem ten czas na przemyślenia.... Wiem wiem...powinienem skupić się na drodze ale cóż... Otóż czym jest szczęście? Mogę pisać czym jest dla mnie bo każdy odbiera to inaczej. Dla mnie szczęściem jest to że nie muszę się martwić o jutro, że nie mam na głowie śmiertelnej choroby i ani moja córka ani żona nie cierpi na poważniejsze schorzenia. Szczęśliwe chwile to takie,w których widzę moją córę szczęśliwą umazaną ciachem lub obiadem. Gdy moja żoneczka siedzi sobie i słucha za pomocą urządzenia bicia serca maluszka. Gdy mogę sobie usiąść na leżaczku w ogrodzie i wsłuchać się w ciszę letniego wieczora wspominając te wszystkie chwile które były i przeminęły. Wakacje, wyjazdy na wieś, jak się za dzieciaka grało przed blokami do późna i to co się działo później , te wysiadywania przed blokiem do rannych godzin... Te szczęśliwe chwile gdy byłem dzieciakiem i po żniwach spędzało się na polu kilka godzin wrzucając do ogniska ziemniaczki po to tylko by później tacy umorusani ale szczęśliwi spędzić czas na ich obieraniu i smakowaniu. Niewiele do szczęścia człowiekowi potrzeba i nie cieszyć się z małych rzeczy to straszne. W pogoni za kasą , lepszą furą, większym domem i wyższym stanowiskiem tak naprawdę nie doceniamy tego co jest przecież tak blisko. A wystarczy wrzucić hamulec, wyłączyć się na chwilę i rozkoszować tą chwilą ciesząc się z tego co się ma... Od takie przemyślenia z okolic zakorkowanego miasta ;)
piątek, 28 czerwca 2013
Heh...opuszczam sie
Stało się... A co takiego? no cóż trudno to opisać słowami. Minęło już prawie 3 lata jak nie ma mnie w kraju. Sporo czasu , nie ukrywam. Siedząc tutaj zrozumiałem dlaczego wyjechałem. Przyczyn ku temu było kilka, nie chodziło tu o wrzeszczące tabloidy i media promujące jakże negatywny jednego dnia a później super pozytywny drugiego dnia obraz kraju. Chodziło o coś innego. By poczuć się głową rodziny, poczuć odpowiedzialność za los swój i żony oraz córki. |Zamieszkać z dala od problemów Polski, które to dość często przesłaniały nam widok w przyszłość. Człowiek się zmienia i przypomina to parabolę. Z totalnej nieufności w super ufność. Często dostaje się po dupie ale tylko po to by się podnieść. Mogę powiedzieć z dumą że nie używałem niczyich pleców by się wspinać, nie musiałem eliminować ludzi z mojego otoczenia by iść dalej ścieżką kariery.A także wyznaczać cel i próbować go osiągnąć Życie uczy, nie po to by wciąż popełniać te same błędy ale po to by móc ich nie popełniać. W tym roku trochę się wydarzyło co spowodować mogło załamanie się i poddanie. Straciliśmy małe światełko w tunelu, Franek - bo tak miał mieć na imię Pewnie teraz bawi się gdzieś tam u góry chmurkami. Mimo tej straty patrząc wstecz z obecnego punktu widzenia staram się nie myśleć co go zabiło bo to nie jest istotne. Wiem że życie toczy się dalej i mając to w pamięci spoglądam w przyszłość gdzie widzę że już tylko cztery miesiące i w listopadzie na moje urodzinki dostanę najpiękniejszy prezent jaki ktokolwiek mógłby sobie wymarzyć. Tak tak Monia zaszła w ciąze i dzidzia jest w drodze. Najpiękniejsze z tego jest to że życie często bezwzględne i nieprzewidywalne daje kopa tylko po to by utwardzić i utwierdzić w przekonaniu że nie można się załamywać i trzeba być, istnieć dalej. Ciężko było ale teraz z nów świeci słońce.Przyjaciele nie zawiedli a Te osoby które się nimi mieniły jak zwykle pokazały tyłki. Może to nie czas i miejsce pisać w ten sposób ale czasem tak trzeba. Wiem że życie jest jedno i gdy nie mówię tego co myślę to tak jakbym wbił sobie drzazgę w palec i obserwował jak sie rozwija zakażenie. Czasem przydaje się wstrząs by oczyścić atmosferę.Ech i znów przemieszanie tematów. Jak to się ma poukładać by ktoś mógł to przeczytać? heh nie wiem ale jedno wiem na pewno że w tej postaci wyszło z głowy i to najszczersze co piszę. Dajcie znać w komentarzach jakie jest wasze zdanie na ten temat.... Wskazówki mile widziane :D
niedziela, 28 kwietnia 2013
Negatyw
Siemka Ludziska. I znów przerwa w pisaniu. Jakby wyrwana z życiorysu.Negatyw to tytuł jaki nasunął mi się sam...a oto dlaczego. Jestem patriotą w pełnym tego słowa znaczeniu. Tworzę z innymi Polakami na emigracji takie coś na rzecz rządu. kto pamięta podręczniki historii to wie co się stało z rządem Polskim w 1940 roku. Jako że to NEGATYW to chcę powiedzieć za co Kocham mój kraj i ludzi w nim rządzących.
Kocham Polaków , moich rodaków za to że w takich czasach w tak piękny i wzruszający sposób potrafią się zjednoczyć pod wspólnym sztandarem PIS I PO. Kocham lekarzy, którzy mimo jakże nudnych dni w pracy poświęcają swój czas charytatywnie oczywiście by pomóc innym w prywatnych gabinetach. Wielbię ponad życie NFZ za to że potrafią w tak doskonały sposób dysponować kasą ze składek zdrowotnych tak że nikomu w kraju nie brakuje na leczenie. Uwielbiam sądy jakże niezawistne i expresowe za to że potrafią w ciągu tak krótkiego czasu zasądzać wyroki i że nie są skorumpowani. Kocham Tę wspaniałą instytucję zwaną ZUS -em bo przecież to dzięki niej mamy tak wysokie emerytury, orak Serdecznie pozdrawiam wszystkie panie w tej instytucji za jakże szybkie załatwienie dla nas tych wszystkich spraw. Uwielbiam Polski rząd za wspieranie rodzin, za otwartość i dialog społeczny. Wręcz ubóstwiam prawicę za jej jakże Polskie pochodzenie. ...i tu nasuwa mi się tylko jedna zła i to jakże zła myśl.....skoro tak tam pięknie to co ja tu robię?
Kocham Polaków , moich rodaków za to że w takich czasach w tak piękny i wzruszający sposób potrafią się zjednoczyć pod wspólnym sztandarem PIS I PO. Kocham lekarzy, którzy mimo jakże nudnych dni w pracy poświęcają swój czas charytatywnie oczywiście by pomóc innym w prywatnych gabinetach. Wielbię ponad życie NFZ za to że potrafią w tak doskonały sposób dysponować kasą ze składek zdrowotnych tak że nikomu w kraju nie brakuje na leczenie. Uwielbiam sądy jakże niezawistne i expresowe za to że potrafią w ciągu tak krótkiego czasu zasądzać wyroki i że nie są skorumpowani. Kocham Tę wspaniałą instytucję zwaną ZUS -em bo przecież to dzięki niej mamy tak wysokie emerytury, orak Serdecznie pozdrawiam wszystkie panie w tej instytucji za jakże szybkie załatwienie dla nas tych wszystkich spraw. Uwielbiam Polski rząd za wspieranie rodzin, za otwartość i dialog społeczny. Wręcz ubóstwiam prawicę za jej jakże Polskie pochodzenie. ...i tu nasuwa mi się tylko jedna zła i to jakże zła myśl.....skoro tak tam pięknie to co ja tu robię?
niedziela, 10 lutego 2013
Być ojcem...
Być ojcem.. wydaje się że te dwa słowa to nic innego jak określenie mężczyzny w rodzinie. Dla mnie to coś więcej. To radość z każdego dnia i chwili w , której mogę spoglądać jak moja mała Julka rośnie, jak zdobywa coraz to nowe szczyty. Na początku pierwszy kontakt z rodzicami, pierwsze gaworzenie. A później coraz to dalej i dalej pierwsze kroki, pierwsza chwila na którą czekałem z utęsknieniem gdzie w pewnej chwili wymówiła słowo "TATA". To zlepik chwil i momentów w życiu gdzie z chłopaka stajesz się mężczyzną. Wiedząc że to na Tobie spoczywa obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa i spokoju dla Twojej rodziny składającej się już nie tyle z rodziców i Ciebie i rodzeństwa ale z Ciebie samego jako ojca, Twojej już żoneczki jako matki i Twojej pociechy która zajmuje to szczególne miejsce między wami. Zapewnie każdy z nas powiedział sobie "...dam memu dziecku to czego ja sam nie miałem..." Fakt i nie ma w tym nic dziwnego i złego. W granicach rozsądku oczywiście. Wracając jednak do tematu to Bycie ojcem gdy spojrzę wstecz uzmysławiam sobie jaki czas minął a gdy spojrzę w przód ile jeszcze radości przede mną. Najszczęśliwsze chwile są gdy w niedzielny poranek słyszę Kluchę schodzącą z łóżeczka i tup tup tup śmigającą przez hol do naszej sypialni oczywiście w sposób taki by jej nie było słychać. I gramolącą się do nas do łóżka. Cmoka nas w czółko i mówi .."Kocham Cię Mamusiu, Kocham Cię Tatusiu"... oczywiście później jest tekst..czy mogę zejść na dół włączyć bajkę? :) Ale cóż takie właśnie chwile są tymi dla których warto żyć. Dlatego nie ma się co bać ojcostwa choć wiem że dla niektórych młodych chłopaczków to jak wyrok. Nic podobnego to jest właśnie ten moment który sprawia że czujesz się 100% mężczyzną....
niedziela, 27 stycznia 2013
Związki partnerskie czyli ciemnogrodzką przechadzkę czas zacząć
Ostatnio zaintrygowała mnie burza jaka się stowrzyła wokół tematu ustawy o związkach partnerskich. Hmmm... Ujęła mnie postawa ludzi, którzy pomiędzy polowaniem na czarownice a skłócaniem Polaków wypowiadają się w takim tonie jakby miało im się podstawić jakiegoś człowieka z wielką pałą za plecami i obietnicą że zostaną bzyknięci gdy ta ustawa przejdzie. Hmm... Czym jest związek partnerski? Otóż nie mówię tu o homseksualiźmie ale o związku kobiety i mężczyzny nie będącym w związku małżeńskim zasądzonym przez kościół ( nieistotne jaki kościół). Fajnie by było jakby tacy ludzie , takie pary w obecności notariusza mogły podejmować decyzje odnośnie swojego życia i przyszłości bez obaw że nagle ni z gruszki ni pietruszki mają nakaz wbrew konstytucji że muszą ślubować by być traktowani przez państwo jako związek dwojga ludzi. Paranoja i niech mi ktoś powie że nie żyjemy w państwie wyznaniowym. Dla przykładu podam Wielką Brytanię gdzie związki partnerskie są na porządku dziennym i nikt nie zadaje głupich pytań czy Państwo ślubowali i akt ślubu proszę. Litości.....ech te poorane Polskie tematy
UFOKI Czyli nic pozaziemskiego
Hehe, myli się ten co sądzi że będzie faktycznie o UFO. No cóż, na pewno nie w tym poście. Ufoki to taki typ ludzi którzy o wyczuciu taktu i życiu innym niż swoim nie mają pojęcia. Ufoki nie przejmują się tym że są inaczej postrzegane, że ich światopogląd brzmi co najmniej dziwnie i że sprawiają innym ból swoimi nieprzemyślanymi komentarzami, gdzie najgłębsze ich myśli przypominają głebokością i wielowarstwowością łyżeczkę wody. np gdy komuś umiera ktoś bliski oni potrafią zapytać czy idziesz w sobotę na imprezę? Lub gdy ktoś się powiesił to oni pytają o przecenę sznurka w jakimś markecie budowlanym. Zdawać by się mogło że żyją oni w swoich zamkniętych planetach statkach gdzie w swojej obecności bawią się cudownie i rozmawiają ze sobą (schizofrenia). Próbują naśladować swoich bohaterów z telewizji , którzy meblują sobie mieszkania w ikei lub w black red white. Gdzie wszystko jest jak ze zdjęcia po to tylko by móc w pierwszej lepszej konwersacji pochwalić się tym że jest to takie och wspaniałe i dałam za to tyle a tyle. No cóż ludzie są różni i różnorodność powoduje to że przy zdrowym postrzeganiu rzeczywistości są w stanie wypracować w swoim umyśle swój własny styl i umeblować mieszkanie wieszając przysłowiowy fortepian na suficie. Biorąc pod uwagę fakt że niektórzy zajarzą że to o nich mowa to moje zdanie może zadziała jak impuls do zmian i w końcu wylądowania na planecie zwanej ziemia i rzeczywistość i w końcu nabraniem odrobiny dystansu i ogłady towarzyskiej w społeczeństwie zwanym ziemianami. Jeśli nie to życzę zajebiś...cie miłej lewitacji w sferze międzygwiezdnych podróży od NEXT-a do Debenhams-a i beztroskiej nieświadomości otaczającego ich świata....( od takie moje przemyślenia)
sobota, 19 stycznia 2013
SOULS
Piszę i piszę i do tego nie dotarłem. No cóż, po kieliszku winka lepiej się myśli.Planowałem napisać to już dawno ale jakoś zawsze były ciekawsze tematy. Otóż dusza... Ta świadomość tkwiąca w człowieku i pozwalająca my wznieść się ponad zwierzęta i mieć świadomość tego co się robi i tego co jest w około nas. Wyobraźcie sobie że człowiek umiera... ktoś kto przeżył około 80 - 90 lat na świecie i który doświadczenie które posiada mógłby zamienić na górę złota.Co potem? Raj piekło? Fakt, coś w tym jest bo nakazane mamy bać się kary za przeskrobane rzeczy na ziemi...hmm.... Ale czy to czy tamto to takie marnotrawienie świadomości którą postrzegam jako coś doskonałego, logiczną całość pełniącą funkcję czary, naczynia z wiedzą lub jak kto woli formę dysku twardego który zapisywany jest przez całe życie wiedzą ...ale ale... ale co potem? Wyda się to niezbyt profesjonalne określenie...ale czyż nie jesteśmy jak te dyski twarde? Wyobraźcie sobie... że w wielu religiach świata istnieje reinkarnacja...a cóż to? proste to migracja dusz. Ale wracając do tematu.. co się dzieje po śmierci. Otóż czy to możliwe że po śmierci by nie marnować takiego wspaniałego istnienia opróżnia się naczynie z wszystkich wspomnień i doświadczeń.i może zapisuje się je gdzieś? ( no kurka materiał na scenariusz filmu) I tak wyczyszczoną duszę zgodnie z prądem myślowym "tabula rasa " umieszcza się ją w kolejnym ciele które się właśnie rodzi. Wiem wiem. w średniowieczu zostałbym skazany za herezję ale cóż, wydaje mi się że zagadnienie które tu poruszam dociera do tej pierwotnej kory mózgowej która karze nam przepuścić ten wątek przez zwoje mózgowe :) . W końcu ile jest przypadków że w głębokiej hipnozie ludzie pamiętają co się działo w poprzednim życiu. Nie jestem reżyserem kolejnego matrixa ale jak się tak zastanowić to to całkiem prawdopodobne.No cóż po raz kolejny orzę czaszkę trudnym tematem :) I like it
wtorek, 8 stycznia 2013
Siła
Tak jak obiecałem.. piszę. Już chciałem napisać że jest wszystko zajefajnie lub zapodać jeden z moich wywodów na temat Polski, tęsknoty, Boga i patriotyzmu ( nie ukrywam że miałem taki zamiar). Jednakże stało się coś co zachwiało podstawą. Otóż oczekiwałem wraz z Monisią naszego dzidziusia a właśnie dziś w szpitalu gdy Monia poszła na USG dowiedzieliśmy się że serduszko już nie bije... To cios, straszny a straszniejszy tym bardziej że już cieszyliśmy się na przyjście drugiego dziecka. Pewnie ktoś powie..." tak, wiele osób tak ma i żyją" lub " ja też tak miałam i to nie raz"... a może i tak lecz każdy odczuwa takie sprawy inaczej. Ja traktuje to tak że po prostu tak musiało być, że jest w tym jakiś cel i uczy to pewnej pokory że jednak nie wszystko idzie cudownie lukrowo i słitaśnie. Gdy tylko się podniesiemy to da nam to kopa do działania i zmotywuje do tego by lepiej wykorzystywać czas jaki mamy i cieszyć się życiem a przede wszystkim wierzyć że będzie dobrze a nie że i tak się fuksnie i tak się uda...
niedziela, 6 stycznia 2013
Rok bez słowa...
Tak, to hańba, wstyd i takie rozczarowanie budujące się na końcu tunelu niczym zasuwający towarowy. Obiecał i co? i wsio...cisza nic kiszka lipa. Zarzucił bloga. NIEEEEEEEEEEEEeeeeeeeeeeeeeeeee
Nie.. nie zarzucił.
Widzicie kochani życie bywa tak faktycznie czasem pogmatwane że chciało by się usiąść w kąciku i przeczekać. Lecz nie można , trzeba walczyć i wciąż wierzyć że będzie dobrze. Otóż w minionym roczku 2012 Robert kolejno : Pracował na umowę na stałe, rzucił pracę i stracił pracę oraz podjął nową pracę i to od razu na stałe. Heh..... nie było lekko i łatwo, bywało zajefajnie ale też przejechane, nikomu nie życzę świadomości że nie można utrzymać rodziny będąc jej głową. Były także dobre nowinki jak ZOSTALEM TATUSIEM PO RAZ DRUUUGIII póki co rośnie w brzusiu i ma się dobrze, termin " uzewnętrzenienia się" małżonki na lipiec. z koliejnych dobrych nowin to : Koniec świata :) arkę zbudowałem, schron wykopałem nawet na święta do rodziny do Polski pojechałem i co i co ???? G.... ni ma , odwołali czy coś ;) wtem rozstąpiły się chmury i wielka ręka rzuciła kolejny kalendarz majów z małą żółtą karteczką na której było napisane "sorry za opóźnienie w wykuwaniu ale wydawało mi się że rzuciłem wam jeden gotowy w 2010 ale nie trafiłem za to przypadkowo odciąłem skrzydło jakiemuś samolotowi gdzieś na ukrainie od zdarza się SORRY NOOO " A tak całkiem serio powracam do pisania i wcale się tego nie wstydzę. ani też nie unikam tego. Z resztą sami zobaczycie :P
Nie.. nie zarzucił.
Widzicie kochani życie bywa tak faktycznie czasem pogmatwane że chciało by się usiąść w kąciku i przeczekać. Lecz nie można , trzeba walczyć i wciąż wierzyć że będzie dobrze. Otóż w minionym roczku 2012 Robert kolejno : Pracował na umowę na stałe, rzucił pracę i stracił pracę oraz podjął nową pracę i to od razu na stałe. Heh..... nie było lekko i łatwo, bywało zajefajnie ale też przejechane, nikomu nie życzę świadomości że nie można utrzymać rodziny będąc jej głową. Były także dobre nowinki jak ZOSTALEM TATUSIEM PO RAZ DRUUUGIII póki co rośnie w brzusiu i ma się dobrze, termin " uzewnętrzenienia się" małżonki na lipiec. z koliejnych dobrych nowin to : Koniec świata :) arkę zbudowałem, schron wykopałem nawet na święta do rodziny do Polski pojechałem i co i co ???? G.... ni ma , odwołali czy coś ;) wtem rozstąpiły się chmury i wielka ręka rzuciła kolejny kalendarz majów z małą żółtą karteczką na której było napisane "sorry za opóźnienie w wykuwaniu ale wydawało mi się że rzuciłem wam jeden gotowy w 2010 ale nie trafiłem za to przypadkowo odciąłem skrzydło jakiemuś samolotowi gdzieś na ukrainie od zdarza się SORRY NOOO " A tak całkiem serio powracam do pisania i wcale się tego nie wstydzę. ani też nie unikam tego. Z resztą sami zobaczycie :P
poniedziałek, 9 stycznia 2012
Rok 2012
No i nastał nam rok 2012. sławny co nie? Koniec świata i ogólnie przyjętej deprechy. Zaczęło się w nowy rok jakże pięknym orędziem Prezydenta do narodu Polskiego. Pięknie co nie? muuuachachachacha zaraz po tym spiker miłym głosem stwierdził " a teraz co zdrożeje w 2012 roku..." aż chce się żyć co nie? i wszystkie noworoczne postanowienia tak wspaniale wybełkotane pomiędzy "szczęśliwego nowego roku łaaaaaał....." a tak kochani tego samego wam też życzę"...stały się nagle pięknie wypowiedzianymi życzeniami. No cóż świat jest piękny a gdzieś tam na kuli ziemskiej jest Polska :) jak zwykle zacofana i z politykami wszystkich frakcji patrzącymi jak tu skubnąć podatnikowi pieniądze. funny-sad. Oglądam wiadomości i słyszę że niektórzy zaczynają czepiać się Jurka Owsiaka i akcji zbierania pieniążków (musiałem o tym napisać bo aż się we mnie wzburzyło ciśnienie) . Z mojego punktu widzenia to osoby którzy są tak bardzo zachłanni że zrobią wszystko dla pieniędzy. Politycy jakże znanej i lubianej w kręgach czysto bereciarskich frakcji szczekają jak pieski że nic im nie kapnęło, a wtórują im jakże wielbieni przez swoich z episkopatu przepełnieni żądzą posiadania i pychą nie pozwalającą im realnie spojrzeć na to że Szpitali najzwyczajniej w świecie nie stać na drogą aparturę RATUJĄCĄ ŻYCIE NOWORODKÓW , przez to że ich koledzy w poprzednich rządach nabrali odpraw i pensji umożliwiających im dostatnie życie a naród jak to naród " poradzi sobie" mają najzwyczajniej w świecie tam gdzie kali dość często się podciera. Przyznam że wchodząc na salę porodową i widząc sprzęt opatrzony naklejką zakręciła mi się łza w oku bo wiedziałem że to co dałem na orkiestrę nie poszło w piach i próżne obietnice polityków ale na to co najpotrzebniejsze. Moim skromnym zdaniem ludzi mówiących takie podłe rzeczy powinno się co najmniej zamknąć w klatce z Pudzianem lub jak kto woli z Kliczką i może od wymiany " argumentów" coś w tych głupich łbach by się poukładało. Jestem na Emigracji i patrząc z perspektywy czasu cieszę się z tego . Tacy ludzie sprawiają że trudno być polakiem - synonim złodzieja, kłamcy i fałszywca. wolę pozostać Polakiem - dobrym pracownikiem , solidnym i prawym. Kto to popiera proszę o komentarz
wtorek, 13 grudnia 2011
No I coraz blizej święta....
No i mamy grudzień. Aura nas nie rozpieszcza chociaż śnieg obiecał że spadnie. Cieszę się na myśl że spędzę te święta z rodziną, to znaczy dla mnie wiele. Smuci mnie to że wiele osób nie rozumie świąt. To co się stało z tym pięknym obyczajem teraz zostało zabite przez komercję rodem z kina. Straszne kolejki na wyprzedażach w sklepach, każdy zalatany, kredyty świąteczne, pożyczanie pieniędzy. Koszmar. Chciało by się zacytować Zofię Nałkowską " to ludzie ludziom zgotowali ten los" Tak to okrutne i straszne w jaki sposób zabija się w maluchach prawdziwą przyczynę tych świąt. Zastępuje się słowa Boże narodzenie hasłami Prezenty i obżarstwo. Ale czy to o to chodzi? W Betlejem urodził się Chrystus, to radosna nowina i na tę właśnie chwilę na którą wszyscy czekali przypada dzień Bożego narodzenia, a obżarstwo jak to teraz zwykło się nazywać wieczerzę wigilijną to oczekiwanie na ten dzień. Proszę was drodzy moi , podtrzymujcie tradycję zanim całkiem przepadnie w LOLach
"chrystmas giftach" i codzienności przeplatanej tylko od czasu do czasu promocjami przypominającymi nam o świętach
"chrystmas giftach" i codzienności przeplatanej tylko od czasu do czasu promocjami przypominającymi nam o świętach
poniedziałek, 12 grudnia 2011
przemijanie
Wiem że skaczę po tematach, ale piszę to co w danej chwili tyra mi się po łbie. Gdzieś tam zawsze czeka na każdego z nas chwila, której ludzie się obawiają. Prawdą jest że coś się kończy, nikt naprawdę nie wie co się zaczyna. oczywiście można tłumaczyć sobie to na różne sposoby, jak ja w poprzednim poście. Prawdą także jest to że często odczuwamy smutek na myśl o odejściu kogoś bliskiego. Ale czy ci nasi kochani chcieli by byśmy się smucili? Nie sądzę. Nie twierdzę też że ktoś się będzie szyderczo śmiał gdy już zamknę oczy , bo to moim zdaniem brak szacunku. W niektórych regionach śmierć jest postrzegana jak wyzwolenie się z "oprawy cielesnej" i odejście do raju, edenu, lepszego miejsca ( niepotrzebne skreślić) i po pogrzebie , który odbywa się w spokoju gdy oddaje się cześć zmarłemu następuje moment w którym goście cieszą się i wymieniają wspomnieniami o zmarłym. Ja wiem swoje że dobrze jest uronić łzę a później wbić sobie do głowy że gdzieś tam po śmierci spotkamy się w niebie lub w innym stanie , niekoniecznie wskazującym. Ja przeżyłem śmierć bliskich mi osób, dziadka, dwóch babć i wierzcie lub nie ale nie jest to miłe. z perspektywy czasu wiem że są tam gdzieś "u góry" i patrzą na mnie tu na ziemi. wiem że przez to że mam ich w pamięci wiem że zawsze są przy mnie blisko. ...
środa, 7 grudnia 2011
ciężkich tematów ciąg dalszy
Hehehehe.... czytając tytuł nie chce się czytać reszty. Może słusznie. Analizuję tu na blogu rzeczy nad którymi "normalni" ludzie się nie zastanawiają. Dziś miałem ciąg myślowy.Oj będzie bolało. Bóg istnieje to niepodważalny fakt, kwestia tylko tego czy chcemy w to wierzyć. Chciałbym napisać o moich przemyśleniach odnośnie świadomości, czyli czyli czymś co każdy z nas posiada bez względu na wiek, rasę, płeć. Człowiek jest istotą świadomą , posiada w sobie coś co umożliwia mu postrzeganie świata pod wieloma różnymi względami, już w starożytności ludzie uważali że człowiek czyli ciało to tylko otoczka duszy, można to wywnioskować studiując różne religie, począwszy od pierwotnych jak sumerowie poprzez majów na chrześcijaństwie kończąc. Tu zadać sobie można kilka pytań. Skąd ta świadomość się wzięła. nie chcę być heretykiem ale wydaje mi się że została ona nam zaszczepiona przez wyższy byt. Bóg dał nam duszę, wg religii chrześcijańskiej, Atamana lub jaźń wg religii hindu ale mimo wielu określeń jest to tak naprawdę jedno. świadomość istnienia i bytu. Tu się zaczyna szersza woda. Dlaczego nam? Dlaczego inne zwierzęta tego nie mają? trudno jednoznacznie orzec , wydaje mi się jednak że Biblia ma rację "bóg stworzył człowieka na swoje podobieństwo" czyli jesteśmy istotami wybranymi. Ok stworzenie ...czyli co dalej? po śmierci wielkim marnotrawstwem byłoby stracenie tego jakże cennego daru świadomości. W reinkarnację wierzą inne wyznania, ale czy nasz kościół nie bierze tego także pod uwagę tworząc strukturę czyśćca? Zadałem sobie to głupie może pytanie i doszedłem do komputerowego wniosku że czyściec to być może takie miejsce Formatujące pamięć takiej duszy, jej myśli i taką już wyczyszczoną zsyła znów w kolejne świeżo narodzone ciało by mogła dalej istnieć i doznawać nieba na ziemi. Hmm..... teraz wyobraźcie sobie niebo i niech mi Bóg proszę wybaczy to co teraz napiszę, ale gdy człowiek trafia do nieba po 3 ślubach zakończonych śmiercią ukochanej osoby, jak by na to nie patrzeć także innej duszy to widzi tam wszystkie żony? hmm... coś nie tak bo zakrawa to o islam gdzie po męczenniczej śmierci trafia się do raju do 40 dziewic o_O . Nie chcę siać herezji ale pytania po moich głębokich przemyśleniach nasuwają mi się jakoś tak same bo Bóg mi świadkiem że jestem ciekawy świata i dążę do poznania jego wszystkich aspektów. Mam nadzieję że nie namotałęm w głowach za bardzo. Ale jak zwykle zapraszam do komentowania i zamieszczania jakichkolwiek sugestii
sobota, 3 grudnia 2011
Refleksja
Jestem jednym ze szczęśliwców, którzy żyją na ziemi pod koniec jej istnienia. hmm... zabrzmiało głęboko, ok przyznaję że to część wniosków jakie wysnułem z przeglądania internetu i telewizji. Oczywiście świat się nagle nie rozpadnie, życie się nagle nie skończy .ale czy na pewno? Żyć nam przyszło w trudnych czasach, kryzysu na świecie. Spoglądając i analizując mam wrażenie że za jakiś czas wybuchnie coś jeszcze gorszego. Zaczynają się wojny o ropę w krajach arabskich obalane są dyktatury i rządy , po to tylko by zapanować nad surowcami czarnego złota. Europa zmaga się z kryzysem , który uderza bezpośrednio w strefę euro. Coś w tym jest i jak się to słusznie wypowiedział pewien Brytyjski ambasador w Unii Europejskiej Sir. Bloom że to "..śmieszni,nieudolni, ciemni politycy wydają więcej pieniędzy niż mogą zebrać..."(http://www.cda.pl/video/25553cd/Jeden-ktory-mial-jaja-to-powiedziec <--- pod tym linkiem pełna wypowiedź)nawet u nas mamy 3 świat wystarczy się rozejrzeć po tej pesudo - demokracji.. Przyznam się tutaj że nie boję się tego co będzie bo wiem że strach jest blokadą , którą człowiek sobie sam zakłada . wiem jedno że jak ta cała sytuacja będzie się w ten sposób rozwijać i ktoś mądry w końcu nie powie STOP to przed nami będzie albo wojna albo powrót do przewrotu, braku na sklepowych półkach i ogólnoeuropejskiej biedy. takie jest moje zdanie ale kto wie? może wkrótce w jakiś cudowny sposób ludzie sięgną po rozum do głowy i ukrócą to wielkie państwowe pożyczanie i nie dojdzie do najgorszego. co sądzicie o tym? proszę o komentarze bo niezmiernie mnie ciekawią wasze opinie.
niedziela, 25 września 2011
NERW
Każdy czasem go ma, jedni większy drudzy mniejszy. Nawet komar latający nocą po pokoju i bzyczący niczym myśliwiec podlatując do ucha wkurza na maxa. Ja chcę napisać o nerwie, który najczęściej wszyscy mają czyli na innych. Pan bóg kazał wybaczać i "szanować bliźniego swego jak siebie samego", ale ile można stać w miejscu przyjmując kolejne litry śliny wypluwanej przez osoby które frontem z Tobą rozmawiają a jak nie patrzysz to spluwają rąbiąc Ci to co zostało szlachetnie nazwane "końcem pleców". Takich ludzi jest masa i na 100% wiem że każdy się z nimi spotkał. Nawet teraz na emigracji zaufanie i szczerość są jak literatura science fiction gdzie wszyscy wiedzą że obcy istnieją ale nikt nie chce się przyznać że ich widział. Nieraz człowiek ma nerwa na pracę, bo szef naciska, bo robota nie idzie tak jak by się chciało lub spędzasz 1h na poszukiwaniach narzędzi , które jakiś bałaganiarz rzucił gdziekolwiek.Czasem życie dorzuci coś od siebie , niezapłacone rachunki , problemy ze zdrowiem i wkurzamy się na nasz drogi NFZ że z nagłym przypadkiem musimy czekać jeszcze jedyne 3miesiące bo kontrakty się skończyły. heh.....takie życie " całe życie z wariatami" jak nieraz powiedział niejeden z nas. A wystarczy znaleźć w sobie odrobinę siły i postarać się spojżeć na to z góry jakie to małostkowe i zaściankowe, jakie Ci obgadywacze muszą mieć niską samoocenę szukając poklasku w mówieniu o innych. Jak można się odciąć od stresu w pracy poprostu zamykając za sobą drzwi kończąc pracę i zostawiając ją tam gdzie jej miejsce...z dala od domu. jedno wam polecę i wsłuchajcie się w tę piosenkę i gwarantuję że jak przetłumaczycie słowa to uśmiech nie zniknie Bobby McFerrin - don't worry be happy. no chyba że już macie stres za sobą to znam piosenkę , która mimo tego że jest lekko ostrawa to dodaje sił :) Sabaton - primo victoria
poniedziałek, 19 września 2011
KOMENTARZE
Komentujcie proszę komentarze bardzo wskazane dzięki temu wiem czy komuś się to podoba czy nie. wystarczy kliknąć komentarz
niedziela, 18 września 2011
times go by...
... I skończyło się lato, wprawdzie temperaturowe a nie kalendarzowe. Powoli mija Car boot-ów czas gdzie pobudka o 7 rano w niedzielę oznaczała z pewnością to że przy dobrej pogodzie nawdycha się człowiek świeżego powietrza spacerując pomiędzy samochodami i sprzedającymi oferującymi używane rzeczy. Fajne to było. Teraz powoli słoneczko schodzi coraz to niżej i niżej, już nie grzeje jak wcześniej. Nadchodzą szare deszczowe dni zwane jesienią, po których ani się nie obejrzeć nadejdzie zima, ciekaw jestem czy biała jak zwykle czy też leniwie odpuści sobie sypanie pozostawiając po sobie raz po raz topniejący śnieg po przymrozkach a ja wsiądę w samochód kierując się do Dover po to by na święta być w Polsce.... już wkrótce
środa, 14 września 2011
FIGHTER
Każdy z nas jest nim w każdej chwili swego życia. Moja historia z tym słowem zaczęła się dość wcześnie bo już w szkole zawodowej...tak tak zawodówce , niektórzy z was pewnie pomyślą że zawodówka to najniższa klasa ludzi....oderwanych od życia granatem i skierowanych na jednotorowe myślenie. Nic bardziej błędnego. Muszę to podziękować moim rodzicom bo to dzięki nim jestem tym kim jestem teraz. Zawodówka 3 lata praktyk przyzakładowych zrobiły ze mnie człowieka otwartego na wiedzę i chłonącego nią całym sobą, była to jakby podbudowa tego co miało być później. wracając do tematu fightera musiałem przebrnąć przez szkolną walkę o podium w klasie co zaowocowało 1 miejscem pod względem nauki w 3 klasie. to była walka, to co było później w technikum nauczyło mnie pokory dla otaczających mnie reguł i zasad panujących w jakże przeze mnie uwielbianych firmach. Formet czule nazywany przeze mnie "formetolandią" dał mi możliwość startu a jednocześnie odrzucił moje umiejętności. gdy wróciłem z wojska dostałem bolesny policzek w postaci tekstu że nie ma tu dla mnie miejsca. Poinformowali mnie o tym ludzie, którzy kiedyś zapewniali o przyszłości. Dostałem lekcję pokory ale wiedziałem że pewnego dnia odegram się i wrócę pokazując mnie na co mnie stać. Kilka lat później byłem witany w Formecie przez człowieka który mnie zwolnił jak "fachowiec" " z otwartymi rękami. To co później zrobiłem spowodowało że urosłem i nabrałem wiary w siebie. Rzuciłem po niecałym miesiącu wypowiedzenie stawiając sytuację odwrotną do tego co było. W tym miejscu chciałbym dać dobrą radę tym, którzy czują że się wypalają w tym co robią, gdy mają wrażenie że trafili na mur nie do przeskoczenia, to nieprawda trzeba być sobą i śmiało mówić co boli. Wiem że w wielu firmach panuje wielkoduszne przyzwolenie na "kolesiostwo" na to że ktoś bez żadnej wiedzy siedzi i pierdzi w stołek nad tobą i próbuje z Ciebie robić szmatkę, ale jeśli spojrzeć na to z boku wygląda to dość abstrakcyjnie.Ale każdy powinien mieć swoją godność jako pracownik i powinien być szanowany za to co robi i kim jest.Rzeczywistość jest jaka jest i wierzcie mi lub nie ale warto zrobić krok w przód i nie cofać się kurczowo trzymając się jednej firmy. Oczywiście każdy powie "wszędzie dobrze gdzie nas nie ma" Ale życie jest jedno i nie warto marnować się w jakimś bałaganie.... Miałem kilka podobnych przypadków w życiu i zawsze to co robiłem sprawiało że nabierałem wiatru w żagle bo wiedziałem że nic nie jest w stanie mnie złamać. Wyjechałem z kraju, nie miałem ani przez chwilę stracha o to co tu będzie. wiedziałem po prostu że musi być dobrze i nie ma innej opcji. Oczywiście metoda "Ośmiornicy" czyli pracując szukać i zapewniać sobie coś nowego to podstawa .Znam siebie i swoje możliwości i wiem teraz że potrafiłbym stanąć na głowie tylko po to by osiągnąć to co zamierzyłem. Szczerze mówiąc utarłem trochę nosa jednemu kierownikowi w mojej ex firmie...ech ta satysfakcja...Życie jest tu inne i potwierdzi to każdy emigrant-kolonizator. Teraz jestem ojcem, mężem i człowiekiem z bagażem doświadczeń, i wiem że dalej będę walczył o to co chcę mieć i to co chcę osiągnąć w życiu. Mam je jedno i wykorzystam najlepiej jak potrafię. Mam swoją siłę, wiedzę i to co najważniejsze ...rodzinę tu i przyjaciół, z którymi mogę pogadać( fakt że są przeszło 1000km stąd ale to nieważne bo ważne że są ) i to wszystko daje mi tę siłę....
środa, 22 czerwca 2011
Life
Każdy swój krzyż nosi, jeden cięższy inny lżejszy. Takie też jest nasze życie, niejednokrotnie przeżywamy męczarnie na które skazuje nas los, a także męki na które skazujemy się sami. Wzięłeś/aś kredyt na: dom, auto, cokolwiek. fajnie się bierze "like a top of the world" mam hajs, krótkowzroczność jednak boli bo wkrótce okazuje się że po kasie śladu nie ma a instytucje znane z mało miłosiernych pobudek wyciągają rączki po to co się pożyczyło plus góreczka na którą musimy sięgnąć do kieszeni.Życie na kredyt jest głównym grzechem wielu narodowości. Prócz tego sami dokładamy sobie zmartwień myśląc i martwiąc się o to co będzie. Przeczytałem kiedyś w pewnej mądrej książce że to sami sobie kierujemy losem i zmieniając nastawienie do siebie i przyszłości możemy osiągnąć to o czym marzymy. Kwestia chęci. Sam jestem tego dowodem bo jakby ktoś kilka lat wcześniej powiedział mi że będę mieszkał w domu oddalonym od kraju o 1700km jeździł po lewej stronie drogi, odrzekł bym mu że to niewykluczone ale kopa do wyjazdu kolonialno-emigracyjnego podobnie jak wielu polakom dało życie boleśnie weryfikując istnienie mojego krzyża w przyszłości większego i bardziej dołującego. teraz faktem jest że ten krzyżyk istnieje ale wiem jak go nosić, nie jako ciężar ale jako dumny owoc potknięć i wielu zarówno złych jak i dobrych decyzji. Kluczem do sukcesu jest pozytywne myślenie i dążenie do polepszenia swojej sytuacji zarówno materialnej jak duchowej. Ja się świadomie zgodziłem na krzyż , który noszę jest nim tęsknota za ojczyzną i próba spłacenia zaciągniętych zobowiązań. Jeśli tego dokonam w ciągu kilku kolejnych latek , kto wie być może zawitam do kraju przodków. Póki co wzbogacam szeregi emigrantów ciesząc się funciakami i każdą chwilą spędzoną z rodziną a także powrotami do kraju na wakacje i świeta.
Kurze
No i się trochę zakurzyło u mnie na blogu. zbyt wiele spraw na raz. Obecnie jestem szczęśliwym posiadaczem piknej czerwonej rakiety zwanej 306 ,stałem się chwilowo maniakiem carboot sale czyli polskich giełd rzeczy raczej używanych :) . życie w uk przebiega bez większych perturbacji nie licząc niektórych kijów powbijanych w Polskie mrowiska. faktycznie powiedzenie trzymaj się od Polaka za granicą jak najdalej ma swoje potwierdzenie w życiu. Polak Ci nie pomoże jedynie zaszkodzi. Na szczęście są wyjątki od reguły się zdarzają czego doświadczamy obecnie. Za ojczyzną się tęskni jak diabli i choć wypicie żuberka i wybranie się do oddalonego o około 15km "pobliskiego" polskiego kościoła daj namiastkę tego "bycia polakiem" to jednak jest coś czego tutaj brakuje. i nie mówię tu o tej pani w czapce z lisa w Polskim urzędzie lub jakże popularnego Kurwa usłyszanego nader często na ulicy. heh... Póki co trwam i wierzę w to co będzie, i choćby wydawało się komuś że ten wpis na blogu nie ma większego sensu to wierzcie że po dogłębnej analizie przez osoby przebywające na emigracji można dojść do wnisoku że jest głęboki."poprostu nie zmieszczę tu miliona myśli na sekundę. Czekajcie na kolejny wpis i mogę wam obiecać ze będzie spójniejszy od poprzedniego.
piątek, 18 marca 2011
Together
Przepraszam za długą nieobecność ale sprawy związane z przyjazdem Moni i Julki pochłonęły mnie bez reszty.Razem. Nareszcie razem rodzinka dojechała i mam komplet. Nawet nie wyobrażacie sobie jak bardzo się cieszę. Jednak tyle czasu bez widoku Moni i Julki robi swoje. Fakt faktem ale musiałem wcześniej znaleźć odpowiednie "gniazdko" dla nas. Obecnie mieszkamy w domu z trzema sypialniami i garażem. Nareszcie mogę się "zaszyć" w garażu robiąc drobne naprawy autka. Autko także kupić musiałem. Padło na peugotka 306 z 98 roku. oczywiście w dieslu bo jak by inaczej. Jesteśmy teraz szczęśliwą rodzinką, taką pełną. Jak każda historia także i ta się nie kończy,,,,poprostu dopisuję kolejny rozdział do książki zwanej życiem. "przyjaciele" życzą mi jak najlepiej a jak Wy kochani mi życzycie? :) w miarę wolnych chwil, których teraz jakby mniej będę uzupełniał wpisy...obiecuję
niedziela, 13 lutego 2011
Zmierzch
Kiedy słońce już zachodzi
zmierzch się wkrada w cienie drzew
te ostatnie słońca promienie
na chmur dole malują krew
płacze niebo zimnym deszczem
za zabitym nagle dniem
przyjdzie nowy po nim jeszcze
będzie lepszy ja to wiem....
zmierzch się wkrada w cienie drzew
te ostatnie słońca promienie
na chmur dole malują krew
płacze niebo zimnym deszczem
za zabitym nagle dniem
przyjdzie nowy po nim jeszcze
będzie lepszy ja to wiem....
Egoizm
Ktoś by mógł pomyśleć że to będzie rozprawka teoretyczna o tym czym jest egoizm..... nic bardziej błędnego. To będzie o mnie bo tak naprawdę czuje się wtedy lepiej jak przerzucę trochę mojego wnętrza na bloga. Takie uczucie upadku kamienia z serca na nogę. ....Widzicie moi drodzy siedząc tu na emigracji czuję się z jednej strony jakbym odkrywał coś nowego... normalnego ... ale druga strona medalu jest bardziej mroczna., wiem na tę chwilę co czują wszyscy ci co wyjeżdżają... Tu także jest powietrze, woda, jedzenie i praca..... jest przede wszystkim łatwiejsze życie. Ale rodzi się w każdym z nas takie coś co można by podciągnąć pod tęsknotę za ojczyzną i to nie za jakimś Panem ?Jarosławem K. lub ZUS lub takie tam ale za tym co każdy z nas ma w sercu. Za wspomnieniami z dzieciństwa i za miejscami w których mieszkaliśmy. Owszem każde nowe miejsce można nazwać domem ale czy nie robi wam się jakoś tak miło jak po długich wczasach lub wyjeździe wracacie do Bydgoszczy lub gdzie kto tam mieszka i widzicie te same mury, domy bloki , dziury na drodze uświadamiają wam że wjechaliście właśnie do kraju. zimą zapach palonego drewna w kominie ( jest nadzieja że to tylko drewno) miejsca za którymi się tęskni. ktoś kiedyś powiedział że " Dom twój tam gdzie serce twoje" nabiera to w odczuciu emigracji nowego znaczenia. To dom, to coś co jest w każdym z nas i myśl o tym dodaje nam sił. ... Mam nadzieję że nie jestem monotematyczny ...hmm....egoistyczny....?
środa, 2 lutego 2011
Zastanawialiscie się kiedyś?......
Zastanawialiście się kiedyś idąc na spacerek ulicą, dokąd zmierzamy i czym tak naprawdę jesteśmy? To straszne co teraz napiszę ale tak naprawdę niewiele z nas zostanie po śmierci, garstka prochu rozniesiona przez wiatr. Idąc sobie ulicą pewnego razu kopnąłem kamień ( chyba dla zabawy czy się potknąłem) i naszła mnie taka myśl, Dlaczego kopię coś co jest starsze ode mnie o całe miliony lat? ( może uznacie to co piszę za dziwne a mnie za dziwaka ale piszę to świadomie i nic nie piłem ) Otóż, myśl która mi się nasunęła była tego typu: człowiek żyje na tym świecie od jakiś 2,5 miliona lat heh niby dużo ale czy na pewno? Przedtem były dinozaury wiemy to po kościach ale tak naprawdę to więcej zostanie na tym świecie po tym kamieniu niż po nas. Do czego zmierzam chcę powiedzieć że czasami nachodzi mnie myśl czy ktoś kiedyś będzie wiedział o tym że tu jesteśmy? Przecież wiemy nie od dziś że całe cywilizacje obracały się w pył, wolę nie myśleć o kosmosie bo w naszej galaktyce jesteśmy kropką na której coś się rusza, patrząc dalej to już odległości które tam występują wykluczają znalezienie ziemi w przestrzeni.Tam ta nasza malutka kropka zmniejsza się jeszcze bardziej. Ogrom wszechświata przygniata jeśli chce się go ogarnąć. Jeśli nawet jakimś cudem jakaś obca cywilizacja zawita na ziemię za jakieś kilka tysięcy lat to raczej wątpię by mogła cokolwiek poza kościami i tym kopniętym przeze mnie kamieniem znaleźć. Nie rozwijam tj myśli bo mi bloga nie starczy ale chcę uświadomić ten paradoks którego doznajemy na codzień nieświadomie. Na tę chwile nie zostaje nam nic innego jak " Carpe diem" i do przodu bo czy postawimy sobie pomnik, czy też zdobędziemy szczyty to będzie coś co robimy dla siebie "chwała nam za to " Pokonujemy granice, które sobie sami wyznaczamy i staramy się przeżyć to życie najlepiej jak potrafimy. Chciałbym jednak namówić ( nie sądzę by mi się udało) was czytających tego bloga ( te bzdury --- niepotrzebne skreślić) byście się choć na chwile zadumali nad tym tematem. Czasami warto ..
Tęsknić
W głowie każdego z nas jest coś takiego za czym tęskni, jedni tęsknią za rodziną drudzy za morzem, górami itp. Ja tęsknię za wspomnieniami, i choć mam je na codzień to jednak tęsknię. Otóż w dzieciństwie jeździłem na wakacje do Chomętowa leżącego nieopodal Trzebiatowa, oczywiście jako mały urwis robiło się różne rzeczy z wolnym czasem. Niejednokrotnie głupie i przyprawiające rodziców o palpitację serca, ale do czego zmierzam, pamiętam różne smaki, zapachy i chwile i pewnie jak każdy z was niejednokrotnie gdy poczuje zapach to budzą się wspomnienia. Psychologowie nazywają to pamięcią węchową, jest ona 100 krotnie silniejsza od normalnej, ale do rzeczy. To właśnie wtedy poczułem pierwszy smak papierówki ( dla niezorientowanych to gatunek słodko-kwaśnego jabłka) zbieranej z łączki u mojej cioci. To tam powracam wspomnieniami gdy mam przed oczami zacierki, bo nie zapomnę chwil magicznych gdy zaraz po przebudzeniu się biegło się do cioci na świeżutkie zacierki z mlekiem prosto od krówki. Często tak jest że na co dzień nie zdajemy sobie sprawy z tego że niektóre wspomnienia tkwią w nas tak głęboko. Często gdy jeszcze mieszkałem w kraju wychodząc na mroźne powietrze czułem specyficzny zapach zimy, może to wyda się śmieszne ale często widziałem przed oczyma zabawy z kolegami i koleżankami na śniegu, te kuligi rzucanie śnieżkami i wygłupy. Wydaje się to dziwne? Wcale nie bo to najzwyczajniej w świecie ludzkie tylko niewielu potrafi się do tego przyznać nie bojąc się uznania za dziwoląga :). ( Dziwoląg heehe brzmi dumnie :P). Mam swoje schematy i niejednokrotnie takie właśnie rzeczy pozwalają mi się zatrzymać i chwycić w garść dźwignię biegnącego czasu tylko po to by wspomnieniami zatrzymać czas choćby na chwilę by móc cieszyć się tym co mija....chwilą..... chwilą.... chwilą....
DÓŁ......hehehe wyszydzę go tutaj :P
Dół..... czasami nie docierało do mnie jak można mieć doła.... widzicie kochani czasami dopadają jednak człowieka takie chwile w których nie myśli o niczym tylko się martwi. Wiem, wiem ... znam słowa tej piosenki " don't worry be happy" ale samo od siebie to nie przechodzi. Powiem wam za to jak sprawić by te złe chwile odeszły sobie z pozytywnym śladem buta rozmiar 45 na tyłku :). Otóż..... należy w tym celu przygotować dowolny sprzęt grający....MP3- kę, komputer, Discman, Walkman ( och jaki sentymencik do walkmana ..hehehe) , ewentualnie gramofon ale z możliwością podpięcia słuchawek. Wrzucamy sobie na ten sprzęt grający ulubioną muzę i co?.....gramofon jak nie gra to trzeba nakręcić korbką, jak mp3 nie gra to pewnie ten sam symptom co w discmanie i walkmanie czyli Baterie. Bądź co bądź uruchamiamy sprzęciory i "jaaaazdaaaaaa" ( ten niewybredny cytat nasunął mi się z tekstów mózgotrzepiącej muzyki początku lat 2000 o nazwie Manieczki. Po odsłuchaniu kilkunastu dowolnie wybranych przez was utworów należy zdjąć słuchawki i odczekać co się stanie. Jeśli nie zadziało należy ponowić sesję. Jeśli jednak po 10 sesji Dół nie mija należy spokojnie zdjąć słuchaweczki, podejść do najbliższej ściany narysować kółeczko i z rykiem na ustach coś jakby KUUU******WWAAAA uderzyć głową w centrum kółeczka. Wyżej wymieniony zabieg powtarzać do momentu utraty przytomności , jak się obudzimy to najpewniej w szpitalu jeśli nie to w domu z potwornym bólem głowy który pozwoli nam zapomnieć o tym że mieliśmy doła bądź co bądź CEL OSIĄGNIĘTY :)
niedziela, 30 stycznia 2011
No i spełniło się 1 angielskie marzenie
Dziś odwiedziłem mistyczne miejsce z kręgiem kamieni Stonehenge polecam galerię z tego miejsca
sobota, 29 stycznia 2011
Dusi się to we mnie
Kontrowersje i mnogość tematów mogą powodować chwilowe ich pomieszanie za, które serdecznie przepraszam....tyle lat bez uzewnętrzenienia się robi swoje
o kościele część dalsza
Wracam tak jak mówiłem poprzednio do tematyki spowiedzi , którą niektórzy luzie traktują baaaaardzo z przymrużeniem oka. Spowiedź sama w sobie wzięła się z tego że po wniebowstąpieniu naszego mesjasza , naród wybrany miał oczekiwać na jego nadejście ....a czas mijał a on nie nadchodził i nie nadchodził w tej chwale a tu trzeba żyć dalej i miejć nadzieję w sercu że on nadejdzie ...hmm... a co jeśli w tym momencie człowiek może nawet i niechcący zgrzeszy? czyżby miał trafić do piekła czy też czyśćca? hmm... tu się zebrały tęgie głowy i musiano coś na to zaradzić. otóż pierwsze spowiedzi były wspólne czyli coś na wzór koła uzależnień przy którym siadało kilka osób i wyznawali swoje grzechy ale szybko zaniechano tej metody z przyczyn oczywistych,,,,wyobraźcie sobie sytuacje w której siedzi sobie dwoje małżonków i nagle jedno wyznaje że ma myśli nieczyste względem jakiegoś sąsiada lub króla....Toteż zamieniono to na spowiedź indywidualną. O ileż jest to lepsze i bezpieczniejsze że nikt w sumieniu niepowołanie nie pogrzebie. Ale nie o tym tu mowa....chodzi mi o to że gdyby tak naprawdę wziąść przykłąd z innych wyznań nie mówię tu o zmianie religii ale o zasięgnięciu pewnej reguły zachowań odnośnie dogmatów wiary to tak naprawdę nie doszło by do takiego rozłamu w kościele a nasza religia rosła by w siłę po taraźniejsze czasy. Siedząc tu w anglii zapytałem pewnego kolegę z pracy ( pochodzenie indie chodzi w turbanie) o to jak to jest że w jego religii niektórzy robią takie straszne rzeczy jak wysadzanie się w powietrze itp. On mi odpowiedział że to wszystko kwestia wiary i oddania. Bo widzisz kolory naszych turbanów mają znaczenie, oznaczają one pewną hierarchię wyznania, począwszy od tych najbardziej oddalonych od centrum czyli czarnych turbanów ( pozwalają oni sobie na jedzenie wieprzowiny picie piwa itp) poprzez odcienie niebieskiego na fanatykach w pomarańczowych turbanach kończąc. Żeby zrozumieć oddanie wierze tak bardzo nam na codzień obce należy spojrzeć na to inaczej. Wyobrźcie sobie że budzicie się co rano z myślą " jak to wspaniale że żyję i Bóg pozwala mi przeżyć kolejny dzień" idziecie jeść śniadanie " Dziękuję Ci Boże za posiłek , który mogę spożywać" poprzez mnóstwo innych czynności za które powinniśmy być wdzięczni Bogu .... a nie jesteśmy. W naszej Polskiej mentalności istnieją pierwiastki prześmiewcze "Eeee.. chyba zgłupiałeś że tak robisz" , lenistwa " zrobię to później". Choć czasami tłumaczymy się tym że najzwyczajniej w świeci nie mamy czasu.." no co ty przecież paznokcie mi schły i ta moja psiapsióła odezwała się na gadulcu i musiałyśmy potalkować bo to ważne przecież..." Do czego zmierzam , że tak naprawdę niewielu z nas zadaje sobie pytanie dlaczego jesteśmy i co będzie gdy nas nie będzie? Żeby to uzmysłowić wyobraźmy sobie że jutro jest koniec świata i zastanówmy się co chcielibyśmy teraz zrobić by zdążyć przed końcem? To się tylko tak wydaje ale te godziny do końca świata to całe nasze życie , chyba że wyznajemy religię buddyzmu i wierzymy w reinkarnację w ciele jakiegoś innego człowieka. Odwiedzić rodzinę przyjaciół itd itp Nie mówię tu żeby życie spędzić w klasztorze ale chcę tylko napisać o tym że dobrze mieć w sobie taką świadomość kim sie tak naprawdę jest i co jest nad nami. Komu dziękować za ten cud życia. Wracając do fanatyków oni są tak oddani swojemu Bogu Allachowi ( do teraz twierdzę że to jakieś straszne bóstwo) że dla chwały obiecanej im po śmierci męczeńskiej są w stanie zabrać ze sobą duszę pogan czyli jak by na to nie patrzeć innowierców czyli nas. Dziwne to coprawda ale tak jest. Dla nas ludzi cywilizacji zachodu, wychowanych w wierze katolickiej to nie do pomyślenia. Druga sprawa że zróżnicowanie religii na świecie jest takie że aż głowa mała, jednakże największe religie takie jak judaizm, Islam, Chrześcijaństwo pochodzą z jednego źródła tzw Mekki. 3 Religie a historia i poglądy jakże inne. Ale czy tak na 100% inne?To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi bo jakbym dał swoją to bym został wyklęty przez świętą inkwizycję a potem spalony na stosie jako heretyk. Ja mam Boga w sercu ale też lubię posiadać wiedzę i oczywiście ją chłonę na każdym kroku stąd te dogmaty. Mam nadzieję że nikogo nimi nie drażnię..... to do następnego pościka. Czekam na komentarze :)
Zamiłowania i hobby - no to szus...
Zamiłowania i hobby w moim życiu mogę śmiało podzielić na kawalerskie i żonate :) w tym miejscu niejednej osobie uśmiechnie sie buzia..... i wspomi sobie...ech jak to było kiedyś. Wracając do tematu gdy miałem więcej czasu lubiłem posiedzieć w domku przy lekturze ksiażki o czym też traktuje poprzedni post, niejednokrotnie znajdując tam ucieczkę od rzeczywistości zagłębiałęm się wtedy w różne światy, zarówno magii jak też fikcji a na thrillerach kończąc. Często z słuchawkami na uszach pogrążałem się w odchłań w której śledząc losy głównych bohaterów spędzałem całe dnie oderwany od rzeczywistości. Niejednokrotnie miejsce książki o fantastyce zajmowała nieśmiało książka lub atlas traktujący o lotnictwie czyli moim drugim bziku, uzewnętrzeniałem wtedy się sklejając różnego rodzaju modele. Szczerze i otwarcie mogę polecić ten rodzaj spędzania czasu każdemu kto chciałby by jego pociechy czymś się zainteresowały (dziecko... jak nie modele to chociaż figurki... hehehe)ale do rzeczy. Jakoś nie preferowałem szaleństw co sobota, podrywów i jakiś dzikich imprez, coś mi się wydaje że na starość nie będę tego żałował bo nie będę miał sobie nic pod tym kontem do zarzucenia. Jednakże tak sobie czasami myślę że z chęcią bym jeszcze kilka rzeczy zrobił w życiu takich z zamiłowania jeśli można nazwać to listą życzeń to chciałbym odwiedzić klify w irlandii, wyspy kanaryjskie, nauczyć się tam nurkować, zabrać Julkę w góry....no ale pocisnęłem heh . pojeździć całą rodzinką na łyżwach ( w zeszłym roku się nauczyłem) i oczywiście spróbować nart bo tam mnie jeszcze nie widzieli..no dobra...ewentualnie snowboard ( lord of the board hehehe) . Nie wiem czy nie odbiegłem od tematu ale cóż. W końcu to ja tu jestem bloggerem- to brzmi dumnie? hehehehe
Fantastyka naukowa
Ktoś by mógł powiedzieć eee... tam głupoty i bujdy na resorach, ale ja wam powiem że niby takie bzdury i niby takie całkowicie niemożliwe ale już w kilkunastu filmach znalazłem przykład że to co w latach 80-90 było fikcją teraz jest to codziennością. Prosty przykład " Człowiek demolka" lodzie poruszali się tam za pomocą pojazdów zdalnie sterowanych przez komputer........hehehe asystent parkowania w vw touareng lub auto bezzałogowe już w przyszłym roku? Drugi przykład z tego samego filmu monitoring miasta gdzie w niejednym Polskim mieście byłby fikcją w latach 90 co mamy teraz? przychodzi Ci do domu mandacik za rozmowę przez telefon podczas jazdy zdjęcie zrobione przez monitoring miejski. To są praktyczne rzeczy oczywiście niejedno z was kochani zarzuci mi że przykłady odnoszą się do tzw " oczywistych oczywistości", ale czy na pewno? ostatnio w ręce wpadł mi pewien artykuł w necie gdzie autor wypowiadał się z entuzjazmem o tajnych projektach Chin odnośnie samolotów 5 generacji.... wpadłem w zadumę i doszedłem do wniosku że to co teraz mają chiny to jakiś dwupłatowiec kryty płótnem coś ala nasz antek.... już piszę dlaczego: otóż już w 1989r oblatany został samolot supersoniczny czyli taki , który potrafi przekroczyć barierę dźwięku kilkukrotnie a co za tym idzie uznałem wynalazek chin za przeżytek. Kosmiczne bronie z literatury sci fiction stały się rzeczywistością, bezzałogowe samoloty, inteligentne bomby, pociski termobaryczne (posiadające ładunek natychmiastowo spalający powietrze w promieniu kilkudziesięciu metrów zabójcze) czyli wszystko to co kiedyś zostało opisane jako sci fi jest pełen real. Druga sprawa to taka że czytając książki lub oglądając filmy o tej tematyce zdobywam podświadomie ogromną wiedzę na pewne tematy, pewnie pomyślicie chwalipięta ale w tym momencie odpowiedzcie sobie na pytanie : Gdy pisałeś/aś ściage na sprawdzian to chcąc nie chcąc nie nauczyłaś się tego co na niej napisałaś/eś? he? no tak i tak właśnie jest. Na koniec dodam że moimi ulubionymi książkami w tej tematyce są oczywiście świat robotów S.Lema ( patriota? :) ) jak też Nemesis Asimova tych książek podobnież jak innych tego typu nie mogę jakoś wyrzucić z pamięci. Stanisław Lem moim zdaniem świetnie opisuje co się będzie działo w przyszłości gdy robotyka osiągnie już taki poziom rozwoju że niezbędne będzie stworzenie 3 praw robotyki. Książka sama w sobie daje możliwość do podświadomego rozwiązywania zagadek logicznych i odkrywania tajników tak naprawdę ludzkiego umysłu, choć traktuje o robotach. Polecam gorąco. Zapraszam zatem do komentowania posta....a nóż widelec napiszę coś lepszego ;)
środa, 26 stycznia 2011
Feelengs
Jeśli piszę feelengs to myślę uczucie, to takie coś co widzi się tylko pod powiekami. To obrazy w naszym umyśle , które dają w pewien sposób odpocząć naszej duszy bez jakichkolwiek używek, to coś co daje wielki przycisk STOP w codziennej bieganinie. jeśli chodzi o mnie to jest kilka piosenek , które tak na mnie działają i dzięki , którym potrafię zgłębić swoją duszę i samego siebie a zarazem , które potrafią wlać we mnie taką dużą dawkę pozytywnej energii że nic wtedy mi więcej nie trzeba. Poniżej linki by każdy z was kochani czytający te słowa mógł sprawdzić czy ta muzyka ma dla niego jakąś moc. Loreena Mc kennit - ten utwór pokochałem podczas czytania książki Roberta Holdstocka pt " las zaginionego mitu" potrafiła mnie w doskonały sposób przenieść w realia mistycznej przygody jaka jest opisana w tej książce. Hans Zimmer & Lisa Gerard tych wykonawców wydaje mi się że nie trzeba objaśniać wystarczy kliknąć. Film, który potrafi wyzwolić tyle emocji niczym wulkan Eyjafjallajokull na islandii. Polecam film gorąco mimo tego że jest stary. Zamykam oczka i widzę przestrzeń falujących traw i górskich klifów szkocji...braveheart, ile razy oglądam ten film to serce wyrywa się do gonitwy za czymś dalekim i nieosiągalnym... w stronę zachodzącego słońca chciało by się rzec.
Jednakże nic nie przebije tego, to piosenka , którą poznałem dobrych kilka lat temu i któa potrafiła mnie wesprzeć w naprawdę ciężkich chwilach mojego życia wraz z piosenką z drugiego linku tworzą całość, którą bez mrugnięcia okiem mogę polecić każdemu , który chce odmienić swoje smutno- szare życie na takie które będzie miało cel. Link1 Link2
Wiem że możecie teraz pomyśleć ..szurnięty "pseudokatolik". Zgodziłbym się tylko z tym szurniętym bo prawda jest taka że każdy z nas wierzy w coś innego, jedni wierzą w Boga, inni w Buddę, Mahometa itd. Ja wyznaję wiarę w Boga bo wiem że jest tam nad nami i czuwa i tak na prawdę najlepsze w tym wszytkim jest to że potrafię się do tego przyznać i nie noszę krzyżyków, nie flaguję się z wiarą tylko mam wiarę w sobie tam głęboko w sercu i jak tylko mam chwilę czasu by móc się więcej o naszej chrześcijańskiej religii dowiedzieć to to robię i zgłębiam wiarę stając się przez to bardziej świadom siebie. To dl Laika brzmieć może obco ale czy jeśli zapytacie po niedzielnej mszy kogokolwiek wychodzącego z kościoła czym jest sakrament bierzmowania? Celem wiary nie jest odklepywanie modlitw w kościele co niedziela nie mając zielonego pojęcia co one znaczą ale wiarę należy zgłębiać i umacniać. Świadomy katolicyzm to taki , który wie że po co idzie się wyspowiadać, szczerze przyjmuje pokutę, stara się żyć wg zasad wiary. " Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem (auć ...nie ty matko...). (Sądząc po tym już byłbym ukamienowany i zapewnie leżał przywalony niejednym głazem. Dowodzi to że nie jestem święty ale spokojnie pracuje nad sobą co widać uzewnętrznianiem się tych pokładów energii zmagazynowanych w sobie uzewnętrznionych na blogu.) Sam sakrament spowiedzi świętej wziął się z oczekiwania izraelitów na nadejście mesjasza... to długa historia wiec nie będę zanudzał. Tyle na dziś bo już oczy się kleją...piszę tego bloga późnymi wieczorami więc sorki sami rozumiecie.... ale trzymajcie rękę na pulsie bo zamierzam wrócić do tematu :)
Jednakże nic nie przebije tego, to piosenka , którą poznałem dobrych kilka lat temu i któa potrafiła mnie wesprzeć w naprawdę ciężkich chwilach mojego życia wraz z piosenką z drugiego linku tworzą całość, którą bez mrugnięcia okiem mogę polecić każdemu , który chce odmienić swoje smutno- szare życie na takie które będzie miało cel. Link1 Link2
Wiem że możecie teraz pomyśleć ..szurnięty "pseudokatolik". Zgodziłbym się tylko z tym szurniętym bo prawda jest taka że każdy z nas wierzy w coś innego, jedni wierzą w Boga, inni w Buddę, Mahometa itd. Ja wyznaję wiarę w Boga bo wiem że jest tam nad nami i czuwa i tak na prawdę najlepsze w tym wszytkim jest to że potrafię się do tego przyznać i nie noszę krzyżyków, nie flaguję się z wiarą tylko mam wiarę w sobie tam głęboko w sercu i jak tylko mam chwilę czasu by móc się więcej o naszej chrześcijańskiej religii dowiedzieć to to robię i zgłębiam wiarę stając się przez to bardziej świadom siebie. To dl Laika brzmieć może obco ale czy jeśli zapytacie po niedzielnej mszy kogokolwiek wychodzącego z kościoła czym jest sakrament bierzmowania? Celem wiary nie jest odklepywanie modlitw w kościele co niedziela nie mając zielonego pojęcia co one znaczą ale wiarę należy zgłębiać i umacniać. Świadomy katolicyzm to taki , który wie że po co idzie się wyspowiadać, szczerze przyjmuje pokutę, stara się żyć wg zasad wiary. " Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamieniem (auć ...nie ty matko...). (Sądząc po tym już byłbym ukamienowany i zapewnie leżał przywalony niejednym głazem. Dowodzi to że nie jestem święty ale spokojnie pracuje nad sobą co widać uzewnętrznianiem się tych pokładów energii zmagazynowanych w sobie uzewnętrznionych na blogu.) Sam sakrament spowiedzi świętej wziął się z oczekiwania izraelitów na nadejście mesjasza... to długa historia wiec nie będę zanudzał. Tyle na dziś bo już oczy się kleją...piszę tego bloga późnymi wieczorami więc sorki sami rozumiecie.... ale trzymajcie rękę na pulsie bo zamierzam wrócić do tematu :)
Praca
Praca.... niektórzy widzą w niej tylko źródło dochodów niezależnie od tego co mieliby robić ( sprzątać ściek za 10.000) niektóre osoby jako sposób na życie (handel) są też tacy, którzy do pracy podchodzą osobiście tak jak ja. Praca jest dla mnie zdobywaniem nowych doświadczeń i poznawaniem nowych ludzi a także co lepsze zdobywaniem dodatkowej wiedzy, którą mogę później wykorzystać. Przez całe moje życie począwszy od ślusarza poprzez tapicera, montera , agenta ubezpieczeniowego,operatora-ustawiacza maszyn montujących złącza elektroniczne, informatyka na styliście form wtryskowych kończąc. Wszystko to dało mi wiedzę nawzajem się uzupełniającą. To skomplikowane patrząc na to z boku ale doświadczenie człowiek zdobywa przez całe życie i nie znam takiej osoby, która umiejętności wyuczonych nie używała by na przykład przy remoncie....zabawne co? Teraz siedzę w Anglii, nie była to dla mnie łatwa decyzja...od tak wyjechać ... ale podejmując ją podjąłem rękawicę rzuconą przez los. W Sermo działo się coraz gorzej i musiałem szukać alternatywy i udało się. Nie jest to wprawdzie ziemia obiecana ale jest znacznie lepiej niż w kraju. Nie ma konszachtów , układów, kablowania by podlizać się dyrekcji to jest po prostu coś innego. Pracę na tym etapie mego życia traktuję jako coś co daje mi możliwość rozwoju, zarówno intelektualnego jak też rozwijania gałęzi wiedzy. Prawdą jednak jest że gdyby to było w jakiś sposób uwłaczające mojej osobie to na 100% bym to rzucił. No cóż trzeba być twardym a nie miękkim, a ja wyznaję zasadę że nie ma sytuacji bez wyjścia i jeśli są kłopoty to należy stawić im czoła i przede wszystkim wierzyć w to że jutro będzie lepsze. Ech... gdyby każdy każdy miał takie podejście....żyło by sie łatwiej
wtorek, 25 stycznia 2011
To co kocham....
Kocham życie za to czego mnie nauczyło, Kocham pracę za to że potrafiła nauczyć moją młodą i knąbrną dusze pokory, kocham rodziców za to że potrafili zrobić z tej niekształtnej gliny pełnowartościowego człowieka, Kocham moją żonę za to że jest największym wyzwaniem i wciąż zagadką w moim życiu, kocham moją córeczkę za to że potrafi zaskoczyć mnie każdego dnia, Kocham Boga za to że w swej łąsce pozwolił mej duszy stąpać po ziemi, Kocham wiosnę za to że wlewa w moje serce promienie słońca wraz z nadzieją i energią do przeżycia kolejnego roku, Kocham być pokoleniem Jana Pawła Drugiego ponieważ myśl o nim samym wnosi do mojego serca tak bardzo potrzebny mi teraz spokój duszy i cieszę się że mogę czerpać z jego mądrości, kocham być fragmentem układanki jakim jest moja parafia Bożego ciała, nie jestem może wzorem chrześcijanina ale mocno wierzę w Boga i to że ma on we wszystkim swój cel, Cieszę się zawsze na myśl o uśmiechniętej twarzy mojego proboszcza Księdza Rysia ( tu mała chwilka refleksji i przemyśleń... jeśli każdy z księży na kuli ziemskiej był taki jak on to nasz kościół byłby większością, niestety na chwilę obecną w wszechobecnej medialnej burzy wiele osób nie myśli dobrze o kościele. Ja sam uważam że taka duża ilość czarnych owiec przesłoniła nam białe. Instytucja Kościoła popadła w rutynę, która będzie opróżniać kościoły z całego serca przykro mi z tego powodu, Cieszę się jednak że mogłem na swej drodze życia spotkać takiego wspaniałego człowieka jakim jest Ksiądz proboszcz Ryszard Pruczkowski Jest on drugim po Karolu Wojtyle człowiekiem którego darzę ogromnym szacunkiem.)
Kocham żyć bo wiem że jeśli uśmiechniesz się do niego to ono na 100% uśmiechnie się do Ciebie!
Kocham żyć bo wiem że jeśli uśmiechniesz się do niego to ono na 100% uśmiechnie się do Ciebie!
Przyjaźń
Przyjaźń.... jakie to wielkie słowo, no cóż w dzisiejszej dobie jakże często nadużywane. Na tę chwilę znam tylko kilka osób o których bez mrugnięcia okiem mogę powiedzieć że są przyjaciółmi. Dla ułatwienia dodam że przyjaciel to ten, który bez mrugnięcia okiem pomoże (bezinteresownie), to ten który potrafi wesprzeć i wysłuchać, który nie narzuca swojego zdania tylko analizuje i delikatnie sugeruje , ewentualnie rozmawia o problemie. To taki ktoś dla którego nie liczy się stan portfela, kto gdzie pracuje i z kim się zadaje. Przyjaciel zna Cię i lubi takiego jakim się jest bez upiększeń i wytykania palcami.
Nadużywane jest to słowo przede wszystkim na jakże popularnej NK hehehe portal napełnia mnie współczuciem dla tych, którzy rzucają komentarze typu " wspaniałe zdjęcie kochana..." " tak trzymaj ".. itp itd. Ludzie obudźcie sie bo jeśli patrząc na to przez pryzmat życia to tak naprawdę liczba znajomych spada drastycznie , trafiają sie osoby które są odstępstwem od normy ale to są ludziska obdarzone ogromną charyzmą , którzy osiągnęli już kilka leveli więcej w tzw public relations.:) Cieszę się jedynie że mam wśród swoich znajomych takie osoby którym mógłbym powierzyć bez mrugnięcia okiem wszystko co mam. ,,,,
Nadużywane jest to słowo przede wszystkim na jakże popularnej NK hehehe portal napełnia mnie współczuciem dla tych, którzy rzucają komentarze typu " wspaniałe zdjęcie kochana..." " tak trzymaj ".. itp itd. Ludzie obudźcie sie bo jeśli patrząc na to przez pryzmat życia to tak naprawdę liczba znajomych spada drastycznie , trafiają sie osoby które są odstępstwem od normy ale to są ludziska obdarzone ogromną charyzmą , którzy osiągnęli już kilka leveli więcej w tzw public relations.:) Cieszę się jedynie że mam wśród swoich znajomych takie osoby którym mógłbym powierzyć bez mrugnięcia okiem wszystko co mam. ,,,,
poniedziałek, 24 stycznia 2011
The Begining
Czasami tak jest w życiu że człowiek dojrzewa.... piszę czasami bo znam osoby, którym to po prostu nie jest pisane. Chciało by się dojrzeć a tu przychodzi wiosna , później lato jesień i zima i wiszą jak te jabłka w sadzie. Siedzę teraz w Anglii i jakoś muszę uzewnętrznić to co czuję w sobie. Już pisanie bloga chodziło za mną od daaaaaaaawnaaaaaa ( nie piszę wszystkich aaaaaa bo to było by na cały blog). Już wkrótce posty będą sie sypać tylko potrzeba czasu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
- AVATAR
- (film) Ziemia
- (film) Braveheart
- (film) Stygmaty
- (film) Matrix
- (film) Ghost in the shell
- świat robotów 1 i 2
- Świat dysku
- Lord of the rings
- Dragonlance
